Nathalie

Historia

"Nieoczekiwane Kłopoty"

"Nieoczekiwane Kłopoty"

 

 Podróż mijała bardzo szybko, podczas kiedy Nathalie spała jak niemowlę. Obudził ją mocny wstrząs statku. W swoim nocnym kombinezonie i klapkach któregoś członka z załogi (trzeba chronić zdrowie wybranki, tak twierdzi), wybiegła na pokład. 

- Spokojnie - powiedział kapitan, widząc przerażoną Nathalie. - Zaprawdę to lekkie, kosmiczne wstrząsy. Skoro już wstałaś, On prosił Cię do jadalni na rozmowę.

 Natalie spokojnym, lekkim krokiem szła w stronę owej jadalni. Czuła się teraz naprawdę dobrze z czarodziejskim wyzwaniem na planecie Stravv. "Ta dziewczyna na pewno jest godna tego zadania, to widać z góry" myśleli o niej wszyscy na statku. A ona, podziwiając obrazy na ścianach statku, z powagą na twarzy maszerowała do "bufetu".

 Po około 4-5 minutach drogi doszła do jadalni. Była ona wypełniona członkami załogi, ale to nie zdziwiło Nathalie. Najbardziej zdziwiło ją...

- SCARLET! - krzyknęła do psa siedzącego przy stoliku z Nim. Nie obchodziła jej Jego obecność. - Scarlet, kochany piesku, co Ty tutaj robisz? - Ymmm... hau... hau? - odpowiedział zszokowany Scarlet. - Tyle rzeczy mnie tu zaskakuje... nieważne. Mam jeszcze jedno pytanie, jak się o mnie dowiedzieliście? - zwróciła się do Niego. Od razu zauważyła zakłopotanie na jego twarzy. On wskazał na Scarlet. - Jak... to... co? Od początku gadający pies wydawał mnie? Mogłam wziąć tego owczarka niemieckiego! Jego nikt by nie wziął, pewnie dalej gnije w tym schronisku! - zaczęła smucić się Nathalie. <Od teraz mówmy na Nathalie Nat! Taką ksywkę będzie miała w Akademii.> - Owczarek nazywał się Rocky... Rocky'iego od razu wzięli, tuż po mnie! On był piękny. To mnie nikt nie chciał, bo byłem raniony nieśmiały... pamiętasz? Dlatego mnie wzięłaś! Bo kochałaś zwierzęta! Właśnie dlatego zostałaś powołana... - Scarlet zaczął zsuwać się z kanapy, na której siedział obok Jego, i, łkając, zaczął iść w stronę wyjścia. Nat zaczęła rzewnie płakać. - Scarlet! Na miłość Boską... przepraszam kochanie! Wiesz doskonale, że Cię kocham, piesku... tylko... chlip... tylko... nie wiem... z tych nerwów nie wytrzymałam, myśli poprzewracały mi się... błędem było wypowiedzenie tego, a nie zabranie Ciebie... kocham Cię... wybacz... - Nathalie przewróciła się. Straciła przytomność. Od razu zabrano ją do sali badań.

***

- Jest po prostu przemęczona i oszołomiona - zawiadomił lekarz po badaniu dalej nieprzytomnej dziewczyny. - Za dużo wrażeń jak na nią, panowie. Dajcie jej odpocząć. - po czym wyszedł z sali, a drzwi automatycznie się zamknęły.

 Scarlet wspiął się na łapki, wskoczył na krzesło, następnie na łóżko nieprzytomnej. Polizał ją po twarzy w geście troski. Nat uchyliła powieki, po czym uśmiechnęła się. Wstała i wraz ze Scarletem wyszła. Wołali wszystkich na główny pokład co bardzo ich zaciekawiło.

 - UWAGAA! Informujemy, iż podróż przebiegła pomyślnie! Za około trzy minuty wysiadamy! - wszyscy skakali z radości, o mało co statek nie wypadł z kursu. - Za pół minuty?! Biegiem po moje rzeczy! - wrzasnęła Nathalie. Wbiegła do kabiny i łap! za walizkę, po czym biegła z nią do wyjścia. 

Nagle zdarzyła się straszna rzecz. Okazało się, że ktoś podłożył bombę na statku. "To pewnie mój przyszły przeciwnik" pomyślała Nat. Serce zaczęło jej bić jak nienormalne. Zaczęła biec w stronę wyjścia. Nagle drzwi tunelu zatrzasnęły się, odgradzając jej drogę. - Nieeee! - krzyknęła i starała się je otworzyć. Nie udało jej się. Były na amen zamknięte, otworzyć je mogła tylko... bomba.

***

Wszyscy zaczęli się drzeć. Kapitan rzekł: Wiecie, co się stanie, jak ona zginie, gamonie?! Szukać jej!

***

- Zginiesz! Hahahaha! - krzyknął męski głos. - Ja... ja nie mogę zginąć! - padła na kolana. Zaczęła ronić łzy. Nastała głucha cisza, słychać tylko było łkanie Nathalie i oddech psa. - Co... co powie mama... 

<BOMBA WYBUCHNIE ZA TRZYDZIEŚCI SEKUND.> - odpowiedział komunikator z głośników. - Piesku... kocham Cię... chodź do mnie. - po czym Nat wzięła Scarlet na kolana. Nie zauważyła, jak wokół niej zaczęła pojawiać się magiczna, niebieska kopułka...

***

Wszyscy ewakuowali się z miejsca wybuchu, ponieważ statek już wylądował. Stało się. Bomba wybuchła. Kawałki statku odleciały w kosmos. Zaczęło się palić. Dym zasłonił całą okolicę.Wszyscy zaniemówili ze strachu. Spuścili głowy i złożyli ręce. Nagle ktoś krzyknął: - Tam! Spójrzcie!

Wszyscy podnieśli głowy i zaniemówili z oszołomienia. W niebieskiej bańce siedziała osmolona Nat z podartymi ubraniami i psem. Zaczęli wiwatować. Kiedy bańka wylądowała na ziemi, pękła, a z niej wyleciała nieprzytomna, brudna Nat i szczekający, merdający ogonkiem piesek, liżąć Nathalie po twarzy i rękach.

___________________________________________

 

Drugi rozdział. Kochani, napracowałam się, uhuhu! Mam nadzieję, że się podoba, pisałam je ok. godzinkę z przerwami, długimi :C Komcie mile widziane :C

_____

Jeszcze animka dla "czytelniczki Luli" :)

5-glitery_pl--4040.gif

Pozdrowienia dla wszystkich czytelników!!! <33 Do zobaczenia :C