Nathalie

Historia

"Nowe początki"

"Nowe początki"

 

Nat została przewieziona do akademii, w której będzie szkolona. Wiedziała, że nie będzie to ciężkie, ale mimo wszystko nie chciała zawieźć swoich "poddanych". Po badaniach z pozytywnym wynikiem wzięła walizkę i wsiadła do windy. W rytm kojącej, rytmicznej muzyki Nat odetchnęła z przeczuciami co do współlokatorek. Winda wydała charakterystyczne "ding" i drzwi rozchyliły się.

Nathalie oczy błyszczały się jak dwa złote dukaty. Tu już było masakrycznie nowocześnie - najnowsze lampki, gustowne dywaniki, wymyśle stoły i krzesła, ściany pomalowane na biało, szara wykładzina i wielki okna. Turkot walizki na kółkach odbijał się w korytarzu echem. - Pokój 1107... - wymamrotała i wyciągnęła kluczyk z walizki. Nagle drzwi otworzyły się. Klucze wypadły Nat z ręki. Podniosła je, kiedy kucnęła, uniosła głowę do góry. Ujrzała przed sobą modnie ubrane, dwie, pogodne dziewczyny, pokój był wielki, było tam chyba wszystko! A dziewczyny... cud! Nowe koleżanki były spontaniczne, prawie bez wad, zwarte i gotowe na wszystko, zupełnie jak Nathalie. 

- Witaj! Ty pewnie jesteś Nat? - zapytała pogodnie jedna z dziewczyn. Nat zarumieniła się i podała jej rękę. - Tak... jest mi bardzo miło...

- Nam teeeż! Wow, masz fascynujący gust! - otworzyła usta z wrażenia druga, ponieważ Nat była ubrana w piękny, ale skromny kombinezon, który podkreślał jej miodową figurę. Weszła do pokoju. - Jej, mi także jest przyjemnie! Wy też jesteście... wow! Czuję że to będzie długa przyjaźń! - rozluźniła się Nat. Jej obawy co do nowego otoczenia praktycznie rozwiały się. 

- Jestem Janette. To jest Mella - wskazała pierwsza dziewczyna na drugą. - Witamy Cię, na tym piętrze (6) są tylko najlepsi czarodzieje, a pokoje są 3. Nikt z tych lepszych nie może być zarozumiały, chamski czy tym podobne, więc nie masz się czym obawiać, potem oprowadzimy Cię - zaśmiała się Mella. Zadzwonił dzwonek, następnie z głośników dobiegł miły, kobiecy głos: Koczykówka za 15 minut, sala gimnastyczna poziomu 6, stroje sportowe.

- Pospieszmy się! - powiedziała Nat, i cała trójka zaśmiała się.

+++

 Dziewczyny dotarły na salę. Była ogromna, nowa, a przyjemny, chłodny powiew wietrzył zapach potu.  Na rozgrzewce nikt nie zmęczył się. Nathalie kochała koszykówkę. Grupa chłopców zwróciła jej <uprzejmie> uwagę. - Hej, jesteś nowa? Bardzo dobrze grasz, w sumie to perfekcyjnie!

Nat zaśmiała się. - Cóż, bycie nowym nie ma tu nic do rzeczy! Liczy się pasja i oczywiście udane treningi. - po czym wyskoczyła do dwutaktu i pod idealnym kątem trafiła do kosza. Zamachała do oszołomionych chłopców i odwróciła się w stronę Janetty i Milli - obydwie posłały jej kciuka w górę, biorąc łyka świeżej wody ufundowanej przez ośrodek akademii.

+++

Po treningu dziewczyny miały kolację. Nat zapoznała się z Wiff'em, Kenzim oraz z rodzeństwem, Hanną i Hallem. Siedzieli przy 7-osobowym stole, opowiadali sobie śmieszne historie ze swojego życia. Kolacja była przepyszna - samoobsługowa. Ekskluzywna, wielka jadalnia była wpół ciemna, aromatyczny fiolet ścian idealnie komponował się z dodatkami na parapetach oraz stołach. Kiedy dziewczyny miały już odchodzić od stołu, pewni żartownisie z 2-giego piętra (poziom magii 1 oraz IQ równe 30) podłożyli nogę Janette i Nat. Akurat przechodziło dwóch kolegów z klasy magii sportowej. Janette i Nat wpadły im w ramiona, ale chłopców (oszałamiająco przystojnych) to już nie obchodziło. Liczyły się dla nich Janette i Nat. Czy to oznacza...

____________________________________________

Jeszcze raz przepraszam za brak nowych opowiadań!! Wynagrodzę wam to opisami bohaterów, które pojawią się już wkrótce... ♥

 

Klikajcie zielony guziczek, komentujcie, a ja lecę! Buzii ♥