Nathalie

Historia

"Czy aby na pewno?"

Czy aby na pewno?

 

Nathalie i chłopak długo wpatrywali się w siebie. To było wspaniałe uczucie, chociaż nie do końca miłość od pierwszego wejrzenia. On postawił ją na marmurowej podłodze. Piękne, gęste lecz krótko ścięte włosy chłopaka lśniły, oczy z łobuzerskim, ale ciekawym spojrzeniem wpatrywały się w oszołomioną Nathalie. Janette i kolegę odłóżmy na bok.

 

 - Witaj... dlaczegóż to potknęłaś się?

- Nie była to mocna sprawa... podłożyli mi nogę Ci z I klasy. Jestem Nathalie. - zarumieniła się kolorowowłosa.

Nagle pewna dziewczyna pojawiła się przy stole. Wszyscy zamarli. Chłopak westchnął, wpatrując się w damę, a Nathalie wyjrzała zza wspaniale zbudowanych, mocnych ramion chłopaka, w obawie o swoją osobę.

Owa dama powoli podchodziła do chłopaka. Obcasy niosły się echem po ekskluzywnej jadalni. Stanęły.

- Proszę, proszę. Kogo ja tu widzę? Jack i Rose* (*- Titanic) się znaleźli. - rzuciła krytyczne spojrzenie Nathalie, która osunęła się do tyłu. - Kochanie... co tu się dzieje? Tak za moimi plecami? No wiesz? - dama sama nie miała zaufania do chłopaka. Jego imię brzmiało... Leo. Dama położyła rękę na jego ramieniu. Wprawdzie była gorszej urody od prawie bezbłędnej Nathalie, jednak podrywała i flirtowała ze wszystkimi. Leo nie był głupi - zorientował się. 

Kolacja nie zakończyła się "idealnie". Nathalie jak niepyszna smutnym krokiem wracała do pokoju. Winda otworzyła się, weszła do niej. Kiedy dojechała, po rozwarciu drzwi, w drzwiach stanął Leo. - Muszę z Tobą porozmawiać. - po czym porwał ją na gwieździste pole, mianowicie balkon, na prawo od windy.

**

Jakie piękne miejsce. - oznajmiła Nathalie. Wiff i Kenzi opowiadali jej o tym miejscu, ale Nat w życiu nie wyobraziłaby sobie takiej sytuacji. - Opowiem Ci coś. 

"Chłopak trafia do akademii Magii pod wezwaniem wojny. Po kilku dniach jest wniebowzięty, ale poznaje idealną dziewczynę. Fioletowy design. Inteligentna. Pewna siebie. Zakochują się w sobie, ale po tygodniu chodzenia dziewczyna ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Jest nie do zniesienia, plotkuje, wygłupia się, nie dba o siebie, flirtuje na wszystkie strony świata i jeszcze dalej. Ale chłopak nie umie jej powiedzieć o zamiarze zerwanie - zna potęgę owej dziewczyny."

Nathalie wsłuchała się w historię. Skupiła się na faktach. Po chwili dodała: - Zakładam, że chodzi o Ciebie. - chłopak po tym zdaniu smutno pokiwał głową. - Kaila jest... nie do zniesienia! Ona mnie trzyma jak psa! W dodatku jest nie z tego roku... Pomóż mi.

Nathalie powtórnie skupiła się. Zamknęła oczy. Chodziło o pomoc chłopakowi, uczciwy, przystojny, a inteligencja wynosiła nawet ponad 80-90 IQ. Wiatr poderwał jej włosy. To był skrawek jej magii. W końcu odezwała się.

- Nie możesz żyć tak jako chłopak. Stanowczo, ale delikatnie zaprzecz waszemu fałszywemu związkowi. Nie możesz się jej bać - to nie w porządku wobec ciebie. To moje zdanie. - po czym otworzyła oczy. Zauważyła błysk w oku chłopaka. To ją momentalnie sparaliżowało, on podszedł do niej i przejechał ręką po szyi. - Dziękuję. -wyszeptał. - Jednak na razie nie będę wiązać się z kimś poważniej, nawet z To... - nie dokończył. - Biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich dwóch tygodni, definitywnie się z Tobą zgadzam. Na Twoim miejscu zrobiłabym to samo. - ciepło uśmiechnęła się do chłopaka. On przesłał jej łobuzerskie spojrzenie, tak słodkie, tak złowrogie, a jednocześnie uczulające, pochylił głowę, wystawił lekki dziubek, ten sposób ułożenia brwi. Natalie zaśmiała się, a chłopak odszedł - odbiegł. "To był fascynujący dzień". Przeszła się po parku akademii, ale... czy to był dobry pomysł?

**

Po dwóch godzinach spacerowania w półmroku zrobiło się całkiem ciemno. Nat chciała wracać, ale w oddali zobaczyła dwie sylwetki - Kaila i jej psiapsióła. Długie włosy i stukot fioletowych obcasów zmroził krew w żyłach Natalie. Kaila wykrzykiwała: - Ona tu jest! Na pewno! Przez nią Leon odszedł! - Nathalie biło serce jak oszalałe, gdy zobaczyła zarysy kija bejsbolowego. Ukryła się za drzewem. - Cip cip.... gdzie się ta nędza schowała? - szeptała Kaila. Starała się zdrowo myśleć. Ale instynkt pokierował ją i wyszła wprost Kaili. - Tu jesteś! Chodź tu! - zamachnęła się dama, a jej koleżanka odsunęła się. Nathalie stanowczo odpowiedziała... - Stop. Zatrzymaj się. - znowu zawiał wiatr. Nathalie otworzyła oczy, które rozbłysły zielenią. Kaila rzuciła kijem o Nathalie. Trafił ją, ale to nic nie dało. Nat zaczęła kierować jej umysłem. Koleżance odebrała pamięć i wysłała do pokoju. Kaili dała zadanie - wypisać się ze szkoły. Odesłała ją do pokoju. Po wykonanym zadaniu osunęła się na ziemię. Ciężko dyszała. To nie była jej sprawka! Zza kamienia wyszedł On. - Nic Ci nie jest? To był Czar Samoobrony. - odpowiedział. I zniknął. Nathalie tak strasznie się go przestraszyła. Pobiegła do akademii, aby w końcu zasnąć. 

**

Kolejny dzień. Nathalie wstała i rozprostowała ręce. Po wieczornym wypakowaniu się była o dziwo - wyspana. Janette na to samo pytanie pokiwała głową - nie spędziła z nowym kolegą dużo czasu, pogadali i tyle. Rozpoczynały nową znajomość, kolejne ćwiczenia, które przygotują dziewczyny do zadań. Mella była w świetnym humorze - szła na olimpiadę języka francuskiego. Z samego rana wyskoczyła... i tak zaczynał się kolejny dzień w akademii pełen niespodzianek... które opiszę już niedługo.

*****************

Chyba was nie zanudziłam? :D Czekam na komentarze i łapki w górę ^^ Pozdrawiam kochani ;*